Dziś po raz kolejny przekonałam się o nieżyczliwości rodaków. Polak Polaka w łyżce wody by utopił… Przykre.
Pomoc. Niedziela. Autobusy jeżdżą co pół godziny. Śnieżyca jak by koniec świata miał nastąpić. Podjeżdża autobus – deko spóźniony, ale to już mniejsza o to. Wiaty brak. Jeśli do tego nie wsiądę, będę stała na śnieżycy kolejne pół godziny, aż stanę się bałwanem. I tak by się omal nie stało – dzięki krajanom moim. Do autobusu wsiąść nie mogę, bo przy drzwiach tłoczno. Ale w środku jest miejsce. „Proszę się posunąć”- proszę. Na co taka z denkami jak butelki po mleku z czasów PRL, z krzywymi zębami „piękna” jak noc, zamiast ruszyć swoje niezgrabne 4 litery i przesunąć je trochę do środka, ona ze mną dyskutuje, że nie ma się, gdzie posunąć i ani drgnie, choć koło niej jakieś pół metra przestrzeni wolnej. Jedna znajoma uknuła teorię: najgorsze są niewydymki. Jak spojrzeć na tę z denkami, to teoria się potwierdza…Drzwi się zamykają i czeka mnie przez jakąś taką wizja stania pół godziny w śniegu. Inni, choć milczą, nie kwapią się też do przesunięcia się. W końcu w akcie desperacji zaczynam walczyć niczym Adamek: wyciągam pięści – ostatnia deska ratunku, wstępuje we mnie siła Pudziana i pcham niewdzięczny tłum do środka, dzięki czemu, spłaszczona na drzwiach, ale jadę.. I wsiekała. Cóż za uprzejmy, życzliwy i pomocny naród. Pomagamy sobie, jak umiemy. Nie ma co.
Solidarność. W Irlandii – wg moich obserwacji z pobytu - Polak Polakowi świnię podkłada. A to obgada, a to podgryzie, w końcu wygryzie. Za to Słowacy, Węgrzy i inne narody solidarne są tak bardzo, że jeden z drugim murem staje.
Życzliwość. Złamałam nogę w Irlandii. Wyspiarze nosili mnie na rękach. „What happened?” – każdy pytał, kto mnie mijał, bez wyjątku, znany czy też nie. Historyjkę o tym, jak doszło do złamania w wersji angielskiej mam opanowaną do perfekcji. Wszyscy bez wyjątku oferowali pomoc. Przychodzili, zmywali mi naczynia, gotowali, nosili zakupy. Raz dokuśtykałam do sklepu o kulach i zrobiłam malusi zakup, który idealnie zmieścił się do plecaczka. Naprawdę dałabym radę sama. A jednak. Właścicielka sklepu zamknęła go, by zanieść mi zakupy do domu…Nie muszę wspominać, że oczywiście każdy ustępował mi miejsca, pomagał wejść do autobusu. Jestem oczarowana tymi ludźmi i ich uprzejmością. Powrót do kraju – szara rzeczywistość. Wracałam z nogą w gipsie. Pies z kulawą nogą ani nawet żaden sąsiad, mimo że od dwudziestu paru lat mieszkamy obok siebie, nie zapytał, co się stało. Totalna olewka. Ale nie to było najgorsze. Najgorsze czekało mnie w moich „ukochanych” autobusach i tramwajach. „Takie złe i zmęczone ludzkie twarze; Alkoholem stopione bez wyrazu” ani śmiały ustąpić miejsca. Problem w tym, że zakaz lekarski wyraźnie mówił, że noga musi być non stop w powietrzu i nie można jej opierać (poważne złamanie kostki). Ciężko było się utrzymać zwłaszcza na zakrętach, gdy dojeżdżałam na fizykoterapię. A jak ciężko było wsiąść do autobusu typu: pamiętam czasy Stalina, po wysokich schodkach (nowe niskopodłogowe to marzenie każdego inwalidy). W końcu zaczęłam na bezczelnego: zwalałam ludzi z miejsca dla inwalidów, sama upominając się o swoje – kiedy wejdziesz miedzy wrony, kracz jak one…Na dobrowolne współczucie nie masz co liczyć w tym kraju.
Dziś też widziałam „Dzieci Ireny Sendlerowej”. Piękny przykład dobrego Polaka. Są wspaniali Polacy na szczęście, wyzbyci tych naszych narodowych wad. Życzliwi, współczujący, pomocni. Na szczęście. Bo gdyby byli tylko tacy, jak ci wyżej opisani, to dawno byśmy się pozabijali.

Kapitaliści się rodzą z tym sztucznym uśmiechem. Niby bezinteresownie pomagają, a tak naprawdę kiedyś przyjdą i powiedzą: “ja ci pomogłem, teraz ty pożycz mi 1000 funtów”. Już wolę nasze swojskie złe i zmęczone ludzkie twarze.
to już przerabialismy.co kraj to obyczaj .My bardziej jestesmy mili dla obcych z innych krajów niz dla siebie.tylko dziwi mnie fakt że jesteśmy w stanie pomoc innym ,a w rzeczywistisci to my potrzebujemy pomocy wychowawczej.Pozdrawiam
nie tylko trzy , jet ich znacznie więcej…
Bo Polak jest bardzo waleczny… I jeśli nie ma jakiegoś wroga to zaczyna walczyć z samym sobą…:/
nie wiem, ale czasem aż mi wstyd za moich rodaków…:/
a to chyba dobrze, że narody się różnią między sobą i maja te swoje wady i zalety. Jeżeli jeszcze ludzie potrafią się śmiać ze swoich wrodzonych ułomności to chyba nie jest aż tak źle.
A ja jestem przekonana, że dobro powraca!
Ludzie! Sprzątajcie po swoich psach!!!!
Dobro powraca, to prawda:)
A gdzie obrazek nad tekstem? Jakieś zmiany? Tak pusto jakoś bez niego i szaroburo…
No właśnie, co jest z tymi obrazkami!?
a to mi troszkę przypomina notkę z bloga…
A ja spotkałem się z życzliwością, pomocą i solidarnością wśród Polaków…ychy,ychy… chodzi jednak o to, żeby te plusy nie przysłoniły minusów :]
Pani Autorko tekstów proszę teraz o “pozytywne” teksty o Polakach,Irlandczykach, Arabach i innych nacjach;)