Wciąż mnie zadziwia prawo polskie, które pozwala więźniom na zbijanie bąków. Rzekoma resocjalizacja za nasze pieniądze. Dochodzi do paradoksu, w którym często to ofiara utrzymuje swojego kata! Oszukane i okradzione osoby nie ujrzą swoich majątków, za to z pustej – bo przetrzebionej przez złodzieja – kiesy płacą za jego utrzymanie: wikt i opierunek, do tego koncerty w więzieniu i inne atrakcje, wszystko w ramach hotelowych warunków resocjalizacji, przypomnijmy, wciąż za stawkę wyższą niż dla chorego w szpitalu. W tym kraju bardziej opłaca się być przestępcą niż niedołężnym. Zgwałcona, pobity, rodzina zabitego – oni też utrzymują kata. Czy to nie frustrujące?
Ofiara nastawia drugi policzek i utrzymuje swojego kata
Taka refleksja nasunęła mi się po raz kolejny po tym, jak znajomy ratując bitego do nieprzytomności chłopaka pod jedną z wrocławskich knajp, trafił sam nieprzytomny, z krwiakiem na mózgu do szpitala. Ciężka operacja, nie chodzi, nie mówi. Czeka go długa rehabilitacja – nie z kieszeni tych, co go do takiego stanu doprowadzili, a za pieniądze – jak znam życie – jego rodziców. Ale na tym nie koniec, rodzice (i my wszyscy przy okazji) zapłacą dodatkowo za więzienny hotel, restaurację, psychoterapeutę tych osiłków, którzy do stanu ciężkiego ich syna doprowadzili – o ile w ogóle policja ich złapie.
Inna historia: pewna oszustka wyłudziła w sumie 2 miliony złotych. Skazana na 8 lat. 8 lat będziemy ją utrzymywać, a pieniędzy nikt z okradzionych nie odzyska, bo policja nie potrafi ustalić miejsca ich przechowywania. Schowała do skarpetki i zakopała w ogródku. 8 lat pożyje na nasz koszt, wyjdzie z więzienia, odkopie skarpetkę i dalej będzie żyła na rachunek ofiar. Bagatela 2 miliony. W tym utopionych „parę” złotych mojej ciężko pracującej rodziny. Złodziejka nigdy nie pracowała, nie pracuje i chyba już pracować nie będzie musiała. I tu dochodzimy do sedna sprawy – polscy więźniowie pracować nie muszą, polscy więźniowie nie muszą zarabiać nawet na własny chleb. Wszystko to funduje mu polski podatnik – czyli ofiara więźnia. Kat utrzymywany przez ofiarę – czy to nie urocze? Takie chrześcijańskie nastawianie drugiego policzka.
Wciąż nie rozumiem, dlaczego w Polsce więźniowie nie pracują na własny wikt i opierunek, a także na odszkodowania dla swoich ofiar i ich rodzin. Dlaczego to my ponosimy wspólnie z nimi karę. Dzienne utrzymanie więźnia, według stawek na rok 2010, kosztuje nas 76 zł dziennie. W tej kwocie mieści się wyżywienie, ubranie wraz z praniem, koszt obsługi oraz energia elektryczna. Za dobre sprawowanie więzień, dodatkowo, będzie mógł mieć telewizor lub konsolę do gier w swojej celi oraz odwiedziny w pokoju bez nadzoru. Więźniowie mają zapewnione ciepłe cele, mogą korzystać z siłowni, biblioteki i świetlicy. Dla porównania stawka żywieniowa w szpitalu wynosi około 8,50zł (wg wiadomosci24.pl).
Na świecie więźniowie pracują, w Polsce nie
We Francji więźniowie pokrywają ze swych zarobków część kosztów utrzymania. Kwota odpowiadająca 10% wynagrodzenia, zgodnie z art. D. 111, przeznaczona jest na zapłacenie odszkodowań cywilnych i alimentów (art. D. 113). W stosunku do skazanych, którzy odmówili wykonania wydanych im poleceń i instrukcji w związku z wykonywaniem przyjętych zadań, mogą być orzeczone kary dyscyplinarne. (art. D. 99). Praca francuskich więźniów wypełnia im normalny dzień pracy i ma być produktywna.
W Holandii skazani mają obowiązek pracy. 20% zarobionych kwot więźniowie otrzymują do dyspozycji, 20% zostaje odprowadzone na konto gromadzące ich oszczędności, zaś 60% zostaje wykorzystane na pokrycie potrzeb finansowych zakładu karnego.
W Kanadzie stosowane potrącenia z zarobków skazanych obejmują wpłaty na specjalny fundusz, z którego finansowane są różne zajęcia kulturalne oraz abonament telewizji kablowej; wysokość potrąceń sięga 10-60 centów dziennie. Potrąca się również 10% wynagrodzenia na rzecz tzw. „żelaznej kasy”. Z dochodu skazanych, otrzymujących dochody ze źródeł zewnętrznych lub z wynagrodzenia za nadgodziny, potrąca się koszty zakwaterowania i wyżywienia.
Szwecja: więźniowie mają obowiązek pracy. 25% zarobku więzień ma do swojej dyspozycji, zaś pozostałe 75% rozdysponowuje w sposób uzgodniony z pracownikiem socjalnym i musi uwzględniać kwoty przeznaczone m.in. na spłatę długów, pokrycie kosztów przejazdu i utrzymania podczas częstych pobytów na przepustce itp.
W Stanach Zjednoczonych wszystkich więźniów osadzonych w więzieniach federalnych obowiązuje wykonywanie pracy, z wyjątkiem tych, którzy zostali zwolnieni przez lekarza. Z wynagrodzenia skazanego (więźniowie federalni i stanowi) potrąca się kwoty na fundusz pomocy ofiarom przestępstw, podatki stanowe i federalne, należności z tytułu sądownie orzeczonych odszkodowań, obciążeń związanych z utrzymaniem rodziny, pokryciem kosztów pobytu w więzieniu oraz obowiązkiem gromadzenia oszczędności na okres po odbyciu kary pozbawienia wolności. Przeciętnie 40% kosztów utrzymania więźnia w zakładzie karnym pokrywają potrącenia z jego zarobków.
W Stanie Montana, Departament Więziennictwa ma prawo dokonywać odpisu w wysokości 15% wynagrodzenia netto za pracę wykonaną w przywięziennym zakładzie produkcyjnym w ramach federalnego programu zatrudnienia, na stanowy fundusz odszkodowań dla ofiar przestępstw (53-9-109) oraz dokonywać potrąceń z wynagrodzenia więźnia na pokrycie kosztów utrzymania w ośrodku przygotowującym więźniów do życia na wolności.
Wielka Brytania – wszyscy skazani mają obowiązek pracować na mocy przepisów Reguł Więziennych (Prison rules) wydanych w oparciu o ustawę o więzieniach (Prisons Act 1952). Odpisy od zarobków więźniów mają czasem formę składek na fundusze charytatywne przychodzące z pomocą ofiarom przestępstw, albo formę przymusowych oszczędności. Ustawa o zarobkach więźniów (Prisoners’ Earnings Act 1996) przewiduje cztery możliwe cele odpisów: na utrzymanie samych więźniów, członków ich rodzin, na fundusze organizacji ochotniczych okazujące wsparcie ofiarom przestępstw lub zwalczające przestępczość, na fundusz osobisty więźnia przeznaczony na okres po zwolnieniu.
W Polsce o dziwo Kodeks Karny Wykonawczy wskazuje nawet na obowiązek pracy skazanych. Ale dla większości skazanych, podobnie jak i poza murami więzienia, tej pracy nie ma. To jedna sprawa. Druga jest taka, że wynagrodzenia (niskie bo niskie) tych, którzy nawet pracują, nie są dobrym wzorem krajów zachodnich przeznaczane na ich utrzymanie oraz fundusze na rzecz ofiar, a gromadzone na koncie więźnia.
Jestem zdecydowaną zwolenniczką pracy więźniów, nie tylko jako wyrazu sprawiedliwej kary i radykalnego jej traktowania, ale również jako wyrazu najlepszej z możliwych form resocjalizacji i przystosowywania więźniów do wyjścia na wolność, zapobiegania buntom i agresji w więzieniu wynikłej z nieróbstwa. Skończmy wreszcie z fundowaniem przestępcom darmowych wakacji.
.
A jakby tak każdego więźnia postawić obok siebie wzdłuż rzek w miastach?
P
To jeśli mamy 80 tyś więźniów i każdy więzień zająłby pół metra szerokości, to mamy 40 kilometrowe wały przeciwpowodziowe na wysokość ok 1,80
do robty zagonic , a nie utrzymywac za nasze pieniadze !!!! lopate dac i niech kopia doly albo odsniezaja nieroby jedne !!!
Z więźniami jest niestety trochę problemów:
1. Zawsze w obecnym systemie będą zyli na koszt podatnika, czyli także ich ofiar
2. Jeśli da się im pracę przymusową, to zmniejszymy miejsca pracy dla ludzi wolnych.
3. Jeśli damy im prace iluzoryczną (kopanie i zasypywanie dołów, czy przenoszenie kamieni) to i tak nie zarobią na siebie (bo nie ma efektów pracy) a dodatkowo bedziemy musieli placić kasę na nadzór (straznicy, urządzenia nadzoru elektronicznego)
4. Wszystkich nie zabijemy (jeśliby myśleć o karze śmierci)
5. Jesli złapiemy złodzieja, który okradł np bank na 5 mln zł to on i tak tego nigdy nie odpracuje. A nikogo do pracy się nie zmusi (niby jak? batem, torturami?), a nawet jeśli to praca taka będzie bardzo mało wydajna (bo pod przymusem), a więc mało wartościowa.
Moim zdaniem należy po prostu ograniczać ilość osadzonych. jest wiele przestępstw, które nie musza być karanych więzieniem. czasem wystarczy dozór policyjny, ograniczenie wolności w postaci elektronicznego strażnika, praca na rzecz ofiary itp.
@kolesio: 2. Jeśli da się im pracę przymusową, to zmniejszymy miejsca pracy dla ludzi wolnych.
I owszem, nikogo nie można zmusić do pracy, ale jeśli ktoś będzie miał do wyboru siedzieć zasądzone 8 lat w ludzkich warunkach, spać w czystej pościeli, jeść normalne posiłki i wychodzić na spacerniak, a alternatywą będzie dożywocie (za narastające długi) w nieogrzewanej celi o chlebie i wodzie, to wydaje mi się, że większość wybierze pierwszą opcję.
To mit. Zawsze jest jakaś praca, której nikt nie chce wykonywać (patrz – segregowanie odpadów na wysypiskach śmieci, w brudzie i smrodzie), i zawsze jest jakaś praca, którą trzeba wykonać, ale nie ma na to pieniędzy. Jeżeli nie ma pieniędzy na opłacenie jakiejś pracy, to ta praca i tak nie zostanie wykonana, więc zatrudnienie do tej pracy więźnia nie odbierze nikomu chleba. Trzeba tylko odpowiednio rozliczyć taką pracę, tak żeby do tego nie dokładać – czyli „zarobek” więźnia przeznaczyć na opłacenie kosztów jego utrzymania (które i tak ponosimy).
5. Jesli złapiemy złodzieja, który okradł np bank na 5 mln zł to on i tak tego nigdy nie odpracuje. A nikogo do pracy się nie zmusi (niby jak? batem, torturami?), a nawet jeśli to praca taka będzie bardzo mało wydajna (bo pod przymusem), a więc mało wartościowa.
Niech odpracuje milion. Mieć milion a nie mieć miliona to są dwa miliony różnicy
@WojciechW: Akurat do segregowania odpadów na wysypiskach chętnych nie brakuje. Może praca nie jest przyjemna, ale płacą nieźle. Wiem, bo w mojej okolicy (5km) jest takie wysypisko i wiem jak się ludzie tam garnęli.
No i chyba odpracowanie tego miliona nawet w 10 lat uważasz za realne? Skoro utrzymanie więźnia kosztuje obecnie 2000PLN to więzień musiałby zarobić >3000PLN (zus, podatki) aby zapłacić wyłącznie za swoje utrzymanie, a gdzie jeszcze ten 1mln do spłaty?
@kolesio: w mojej okolicy (5km) jest takie wysypisko i wiem jak się ludzie tam garnęli
Czy zatrudniono do tego już wszystkich bezrobotnych z okolicy? Podejrzewam, że nie, bo pewnie zabrakło pieniędzy. Tymczasem śmieci praktycznie nigdy nie zabraknie. Zatrudnienie do takiej pracy więźniów nic by nie kosztowało, zakładając, że płacimy im już wiktem i opierunkiem.
więzień musiałby zarobić >3000PLN (zus, podatki) aby zapłacić wyłącznie za swoje utrzymanie, a gdzie jeszcze ten 1mln do spłaty?
Nie łapiesz sedna sprawy, a jest ono takie, że cokolwiek odpracuje więzień, jest to lepsze niż gdy nie odpracuje niczego.
@kolesio: ale sam sobie zaprzeczasz: piszesz, że do pracy przymusisz ich nie mozna i że generlanie nie do kończ to dobry pomysł, a za chwilę piszesz: „praca na rzecz ofiary itp. ” – no to jak?