Dopalacze, czyli don’t believe the hype!

Dopalacze, czyli don’t believe the hype!

Są tematy tak oklepane, że nikomu normalnemu, a już na pewno nikomu tak leniwemu jak my, nie chce się marnować klawiatury na kolejną odpowiedź. Ostatnia medialna biegunka, wylewająca się z telepudeł, radioodbiorników, brukowców i Piotra Kraśko-Watykan nie pozwala nam dalej ignorować wrzawy. Zwłaszcza tak kretyńskiej i pozbawionej logicznych/ naukowych/ prawnych/ ekonomicznych podstaw jak kołomyja z dopalaczami. Tematem jesteśmy zainteresowani osobiście, jako zielonokrwiści miłośnicy wolności.

Zanim zaczniemy wylewać kubły pomyj na państwowy aparat ucisku, nakreślmy z grubsza problem. W całej Polsce, na przestrzeni nieco ponad dwóch lat, znalazła się garstka ćwoków, którzy albo nie zostali wyposażeni w podstawowe hamulce zachowań, albo cierpieli na przewlekłą depresję, prowadzącą do prób samobójczych i przegięli z kolekcjonowaniem. Końcówki bywały tragiczne (ale czego się spodziewać kiedy zjesz 10 tabletek czegoś, co koniom podaje się w ilości nie większej niż 2). W większości wypadków skończyło się na płukaniu brzusia i wypuszczeniu idioty ze szpitala do domu. Hitem całej tej wrzawy była lasia, która trafiła do szpitala po zażyciu śmiertelnie groźnego specyfiku. To był koszmar: poczuła się słabo, miała podwyższone ciśnienie i kręciło jej się w głowie. Doprawdy niespotykane objawy. Czy ktoś poważnie przejąłby się pacjentem, który po wypiciu 0,7 zgłosił się do szpitala, bo bełkocze, zatacza się i wymiotuje?

Media w naszym kraju, jak wiadomo mające ósmy dan w kręceniu kota ogonem, zastosowały strategię, którą znamy już na pamięć: wystarczy sprawę odpowiednio nagłośnić i już śmiało, nie oglądając się na prawdę można stwierdzić, że przez dopalacze umiera 100000000000 dzieci rocznie. A tymczasem w prawdziwym świecie:

„(…) znany karnista profesor Piotr Kruszyński zastrzega: – Najpierw państwo powinno dysponować ekspertyzą toksykologiczną wskazującą, że śmiertelny przypadek był związany z zażyciem konkretnego dopalacza.

Sprawdziliśmy, czy taką ekspertyzą dysponuje główny inspektor sanitarny, który wydawał decyzję o zamknięciu sklepów. – Nie mieliśmy ekspertyzy bezpośrednio wiążącej śmiertelny przypadek z zażyciem dopalaczy. Swoje działania oparliśmy na opinii minister zdrowia, która uznała dalsze tolerowanie handlu dopalaczami za „stan zagrożenia zdrowia publicznego” – wyjaśnia rzecznik GIS Jan Bondar.”

Podsumowując, żadna z siejących panikę informacji o zgonach kolekcjonerów nie jest potwierdzona. Ale załóżmy, że ktoś się rzeczywiście po przegięciu z dopalaczami przekręcił.

Nawet jeśli, to niech mi któraś z gadających w TVN, albo innym Polsacie, głów wytłumaczy, dlaczego fakt, że osobnik A jest idiotą ma skutkować drastycznym ograniczeniem wolności wyboru osobników B,C,D, E, a osobników F,G,H,J pozbawić dochodów? Wspomnę jeszcze o osobnikach I,J,K, którzy mają pecha, bo są policjantami. I zamiast ścigać prawdziwych przestępców obstawiają wąsaczy z sanepidu, kiedy ci w świetle prawa prześladują przedsiębiorców i ich klientów.

Wszyscy Ci, którzy teraz plują jadem w komentarzach na niemal wszystkich większych portalach internetowych proszeni są o chwilę zadumy. Pomyślcie tak: macie swój biznes, handlujecie powiedzmy pożyczkami. Idzie wam dobrze, macie popyt a procent, jaki proponujecie jest legalny (ustawa antylichwiarska mu nie zagraża). Ktoś od was pożyczył kasę na procent, wszystko przechlał, forsa się skończyła, nie ma jak spłacić, strzela samobója. Biznes szedł tak dobrze, że otwarłeś kilka punktów kredytowych. Po samobóju delikwenta cały aparat państwowy staje na głowie żebyś tylko nie mógł zarabiać, bo :

a) trzeba walczyć o elektorat, a ten jest metodycznie otępiany i szybciej zrozumie, że to co robi rząd jest dobre, bo dzieci nie będą umierać niż to, że takim zmasowanym, bezprawnym atakiem na legalną działalność gospodarczą właściwie znoszą wszelkie granice przyzwoitości i nikt już nie może spać spokojnie.

b) odwrócić uwagę od tak błahych rzeczy jak np. 100 000 000 000 dziury w budżecie, teoretycznie liberalnego gospodarczo rządu.

Mało tego: ludzie na ciebie plują na ulicy, bo przecież to Ty udzieliłeś pożyczki, więc Ty jesteś winny tej śmierci. Miło Ci? Brzmi nieprawdopodobnie, nie? To zamień słowo „pożyczka” na „dopalacze”. Na naszych, zarośniętych bielmem telewizyjnego kisielu, oczach łamane są tak bagatelne zasady, jak np. równości wobec prawa, że „co nie jest zakazane jest dozwolone”, czy wreszcie dawno już zapomniane „chcącemu nie dzieje się krzywda”.

W sobotę w wielu miastach kraju przeszły marsze wyzwolenia konopi. Szczytna inicjatywa, popierana przez nas całym sercem (nie będziemy po raz setny odkłamywać propagandy prowadzących wojnę z narkotykami, dla zainteresowanych raport WHO ). Manifestanci domagali się amnestii dla zamkniętych za posiadanie niewielkich ilości marihuany (a takich jak pokazuje raport Krzysztofa Krajewskiego z Katedry Kryminologii UJ jest zdecydowana większość), sprecyzowania terminu „niewielka ilość na własny użytek” i prawa do uprawiania trzech krzaków konopii indyjskich. Podziwiamy ich upór i nadzieję, jako że od wielu lat rządzący nawet nie próbują dyskusji na ten temat, ich wiedza na ten temat jest żadna, a sposób prowadzenia dyskusji (Julia Pitera dla przykładu) już przestaje być nawet żenujący.

Od rządzących i stanowiących prawo oczekiwać należałoby natury państwowca, myślenia systemowego, albo chociaż elementarnej umiejętności łączenia faktów. O dziwo nasi tak zwani przedstawiciele nie widzą związku między wykwitem dopalaczowego biznesu a jedną z najbardziej restrykcyjnych ustaw antynarkotykowych w Europie. Jest więcej niż pewne, że prosta depenalizacja posiadania marihuany na własny użytek wytłukłaby ogromną część kolekcjonerskich sklepów i kiosków. Niestety po raz kolejny stare dobre law and order wygrywa z racjonalnym myśleniem. Możemy się pocieszać, że nie tylko u nas ideologiczne zacietrzewienie przesłania mózg. W Wielkiej Brytanii, Profesor David Nutt, szef Komisji Doradczej ds. Nadużywania Narkotyków (Advisory Council on the Misuse of Drugs, ACMD), stracił swoje stanowisko po ogłoszeniu, że zażywanie ecstasy jest mniej niebezpieczne niż jazda konno oraz (tak jak marihuana i LSD) wyrządza mniejsze szkody niż alkohol i papierosy.

Jeżeli jesteś młodym rodzicem i kłonicą chcesz roznieść witrynę sklepu z zielstwem i kółkami, albo zdekapitować dilera, bo boisz się że „dziecko dotknie i umrze!”, to teraz Cię przerazimy: daj 30 zł a kupimy w aptece takie rzeczy, że razem z całą klasą Twojej gimnazjalnej latorośli porobimy się aż miło. Dzieciaki jak chcą ćpać to albo znajdują dilera (wersja de lux) i nikt ich o dowód nie pyta (a jeszcze może zaproponować amfetaminkę), albo idą do apteki, czy po klej. Paradoksalnie najtrudniejszy dostęp mają właśnie w dopalaczach. Tam zawsze pytają o dowód. Każdego.

Polityczni

(Jurij77 & 3ci)

Zgłoś ten artykuł na:
  • Sfora.pl
  • Spis.pl
  • vala.pl
  • Wahacz.pl
  • OSnews.pl
  • Forumowisko
  • Polec.pl
  • Linkr.pl
  • Co-Robie.pl
  • Add to favorites
  • email
  • Grono
  • Wykop
  • Gwar

Autor:

Młody korporata. Krytyk bez podstaw intelektualnych. Niemalże pedagog. Libertarian hooligans.